Informator.Hrubie.pl » Miejsca » Dębinka

A A A

Dębinka

Autor: MAK

Data dodania: 2012-01-18

DębinkaHrubieszowską „Dębinkę” można podzielić na dwie części, jedna osadziła się na tak zwanej „Tatarskiej Górze”, druga rośnie sobie obok „Teresówki”. Kto dawno był w tej drugiej, może obejrzeć ją sobie na zdjęciach i przeczytać trochę pewnych historii.

 

Podczas II Wojny Światowej „Dębinka” służyła za tymczasowe schronienie oddziałom partyzanckim, tam organizowano zbiórki lub odpoczywano przed wejściem do miasta po długich przeprawach z innych lasów.


Pewnego razu podczas okupacji oddziały niemieckie urządziły łapankę na ul. Słowackiego oraz Dwernickiego i niestety w pojmanym gronie znalazł się i mój ojciec Tadeusz. Zaczęli ich pędzić w kierunku koszar, gdzie stacjonowali, po pewnym czasie znający trochę język niemiecki ojciec zaczął udawać, że mocno mu się chce do ubikacji i o dziwo po kolejnym razie najbliższy konwojujący ich niemiecki żołnierz zezwolił mu. W tym okresie ubikacje nie były w domach, tylko stały w pewnych od nich oddaleniach i właśnie do takiej „Tadzio” się udał, za chwilę usłyszał stukanie w drzwi, które otworzył myśląc Niemiec, a tu sąsiad Piotr Kwaśniewski. Razem udało im się wywarzyć z tyłu deskę i przez ogród uciekli w kierunku Huczwy, którą pokonali wpław i dopadli do drugiej odnogi Huczwy, która nie była taka prościutka (w kierunku Śluzy), jak dzisiaj, tylko wiła się tam, gdzie obecnie są boiska treningowe, więc i ją pokonali wpław. Następnie rzucili się w chaszcze i bagna, jakie dzieliły ich do „Dębinki” i cały czas czołgając się dotarli już prawie do lasu, a tu niespodzianka - na jego obrzeżu, jak nigdy, stał oddział niemiecki z samochodami pancernymi, psami i karabinami, ale tym razem mieli szczęście, ponieważ ich nie zauważyli, a psy nie wyczuły (prawdopodobnie wiatr był od Niemców), więc zmienili kierunek czołgania w kierunku Sławęcina, po paru godzinach dodarli tam i znaleźli schronienie u znajomych (m.in. Chmarzyńscy) z działalności AK, którzy natychmiast wysłali córkę do rodzin z wiadomością, że są cali i zdrowi, niestety czas powrotu do domu trwał kilka tygodni.


Zaraz po wojnie moja ciocia Lucia Gontarz uczęszczała do szkoły w Staszicu, w klasie uczniami byli również przerośnięci chłopcy, których zwano „Leśnymi”, ponieważ w czasie wojny czynnie uczestniczyli w walkach AK, przebywając długo w okolicznych lasach. W szkole woźnym był pan Wątróbka, jak się okazuje bohater, ponieważ do szkoły dość często zaglądało NKWD szukając „Leśnych”, więc p. Wątróbka podchodził do drzwi klasowych i odpowiednio stukał do drzwi, jeżeli nie mógł poinformować o nalocie w ten sposób, to wchodził do klasy i mówiąc coś do nauczyciela lub nachylając się do niego pocierał odpowiednio palcami po policzkach lub szyi i wówczas „Leśni” zabierali z sobą co mieli, skok przez okno, wpław przez Huczwę i czołganiem lub biegiem do … „Dębinki”. Rozczarowanie NKWDzistów było zawsze wielkie.


Po wojnie ktoś życzliwy doniósł, że mój stryj Eugeniusz jest w domu, więc natychmiast po niego przybyło NKWD, że zabiorą go na przesłuchanie, nie pomogły wypite mocne trunki, aby dali spokój, ale pozwolili wziąć mu harmonię, z którą szedł i przez całą drogę grał aż do ich siedziby, która mieściła się w bocznym skrzydle obecnego Muzeum. Tam przez długą chwilę pozostawiony samemu sobie zauważył, że niedaleko leży czapka NKWDzisty, nałożył ją na głowę, ruszył w kierunku wyjścia, minął kilku NKWDzistów i poszedł sobie do … Dębinki. Niestety ciągle inwigilowany, w końcu przeniósł się na zachód Polski i w ten sposób Hrubieszów stracił dobrego lekarza, działacza sportowego, wędkarza i myśliwego. Ma się dobrze - ostatnio w maju skończył 92 lata i jego pasją jest dalej wędkarstwo.


Osobiście mając około 11 lat (1959/60 rok), sam udałem się szeroką wydeptaną ścieżką przez łąki do tajemniczego lasu, gdzie widziałem rosnące ogromne drzewa, doszedłem do nich, a pod nimi było mnóstwo żołędzi, szedłem i szedłem cały czas lekko przerażony, las wydawał mi się ogromnie duży, aż dobrnąłem do pierwszych domów (była to Teresówka). Z lekkim dalej strachem zawróciłem i jak najszybciej wróciłem do domu. Minęło kilka lat, rozpocząłem treningi i pierwszy raz biegiem byłem w lesie w 1965 r. i od tamtej pory odwiedzam w różny sposób ten lasek zwany „Dębinką”.


W 1971 r. odbywałem praktykę nauczycielską w SP nr 1 w Hrubieszowie, klasy sportowe miały po 2 godziny wf pod rząd, więc razem z nimi (w tym późniejszy reprezentant Polski w biegach długich p. Marek Watras) i piłką udawaliśmy się biegiem do … Dębinki i tam wykonywaliśmy różne ćwiczenia, gry i zabawy, wyścigi, a na ładnej polance robiliśmy bramki i rozgrywaliśmy mecze. Chłopcy byli bardzo zadowoleni z takich lekcji.


Później, jak zostałem trenerem, raz lub dwa razy w tygodniu obowiązkowo treningi wykonywaliśmy w … Dębince i okolicznych ścieżkach łąkowych. Pomimo, że takie zajęcia były dosyć męczące, była duże frekwencja, o czym świadczą posiadane zdjęcia.


Kiedy wprowadzono w naszym kraju stan wojenny, po osobistym powrocie z czteromiesięcznej „ochotniczej” rezerwy wojskowej, udałem się do Naczelnika Miasta z pytaniem czy możemy trenować w „Dębince”, niestety usłyszałem, że jest wprowadzony zakaz, ale po paru tygodniach i tak zaczęliśmy tam biegać. Któregoś dnia zauważyłem na najwyższym pozostałym Dębie powiewającą biało – czerwoną flagę. Więc mówię do zawodników - ciekawe kto tam wszedł i ją zawiesił, oczywiście nikt nic nie wiedział, ale po pewnym czasie mówiło się, że to ... ?


Obecnie do Dębinki od stadionu nie ma ścieżki, najbliższa od ul. Zamojskiej. Ostatnią grupę sportową widziałem w lesie chyba 2 lata temu ćwiczącą pod okiem p. J. Nowaka. Ćwiczyli tam również członkowie Jednostki Strzeleckiej z Hrubieszowa. Była też spora wycinka drzew. Można tam również spotkać sarenkę i jelonka z młodymi, usłyszeć świergot ptaków, stukanie dzięcioła czy „odliczanie” kukułki.


Obecnie na spacer do Dębinki nie radzę nikomu iść, ponieważ ścieżki są nierówne, po deszczach błoto i kałuże, a komary tną równo, z tego tytułu jest jeden plus - należy cały czas wykonywać ćwiczenia lub biegać. I o dziwo dość często spotykam tam biegaczy – amatorów oraz młodzież przychodzącą tam chyba … „zabawić się”.

Podziel się:
« wstecz

GALERIA: